Tychy_retuszowane

Czy warto studiować psychologię? (część pierwsza)

Co roku na ten kierunek studiów decydują się tysiące absolwentów. Jestem przekonana, że przynajmniej część z nich na ma pojęcia, co ich czeka – czy będą chłonąć wszechmocne piękno nauki, czy też kolekcjonować ECTS-y? Czy w trakcie badań do pracy rocznej odkryją nieznaną strukturę w mózgu, czy raczej zdarzy im się zasnąć na porannym wykładzie? Czy po studiach zasilą szeregi brytyjskich magazynierów, czy też będą się piąć po kolejnych szczeblach korporacyjnej kariery, by w wolnych chwilach poświęcać się słuchaniu o cudzych problemach za cudze – i to duże – pieniądze? Oto pierwsza część cyklu na temat studiowania psychologii na Uniwersytecie Warszawskim. Na początek o możliwościach związanych z uczelnią i o trzech P – Prestiżu, Programie studiów i Papierologii.

Egzaminacyjna loteria i bogata oferta, czyli o prestiżu studiów

Wydział Psychologii UW to najlepszy wydział tego typu w Polsce – tak przynajmniej głoszą liczne rankingi. W praktyce nawet w Warszawie ma on do czynienia z silną konkurencją w postaci SWPS – Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. I faktycznie można odnieść wrażenie, że część sław polskiej psychologii (jeśli jesteś dopiero przyszłym studentem, możliwe, że jeszcze ich nie znasz, ale już niebawem dowiesz się, kto to taki) wykłada właśnie tam. Za studia w SWPS (to zresztą dobry temat na osobny post) trzeba jednak płacić, liczba osób na jedno miejsce jest więc mniejsza niż na psychologii. Z drugiej strony, o ile na studia dzienne na Uniwersytecie Warszawskim naprawdę trudno jest się dostać, o tyle na wieczorowe zazwyczaj pojawia się nawet drugi nabór. W praktyce oznacza to, że przyjmują niemal każdego. A na zajęciach i tak obie grupy są wymieszane. A w ostatecznym rozrachunku dyplom to dyplom.

Nabór naborem, ale co z poziomem najlepszej psychologii w Polsce? Otóż studia psychologiczne są idealne dla osób, które nie chcą nic robić, jednak z jakiejś przyczyny potrzebują tytułu magistra prestiżowej uczelni. Dlaczego? W praktyce stosunkowo łatwo (i tanio) jest się na nich utrzymać. Pięcioletni, jednolity tok nauki sprawia, że nie trzeba się martwić rekrutacją na dwuletnie studia magisterskie, a opłaty za wpisy warunkowe, powtarzanie semestru i tak dalej – stosunkowo tanie w porównaniu np. do Szkoły Głównej Handlowej – można mnożyć.

Oczywiście warunek to ostateczność – wcześniej jest duża szansa na zaliczenie egzaminów. Bez wątpienia przyczyniają się do tego przedmioty obowiązkowe (tzw. obligatory) kończą się zazwyczaj egzaminem w formie testowej. Odpowiedzi zaznacza się na karteczce, która jest później sprawdzana przez maszynę – i która przypomina talon do Totolotka. A przecież wiadomo, że aby wygrać w Lotto, nie potrzeba dużej wiedzy – a w przypadku egzaminów szansa, że nam się uda, jest znacznie większa niż w trakcie walki o milion złotych. Oczywiście ma to swoje jasne strony – po pięciu latach robienia tych testów dochodzimy do takiej wprawy, że możemy je niejako rozwiązywać w ciemno, bez żadnej wiedzy. O ile więc inni pocą się strasznie nad testami rekrutacyjnymi, o tyle dla nas, obytych w tej dziedzinie, wielokrotny wybór to tylko igraszka.

Z drugiej strony poziom studiów można, że tak to ujmę, samodzielnie regulować. Z uwagi na to, że każdy student ma indywidualny plan studiów, a poza obligatorami ma się do wyboru różnorodne fakultety u ekspertów z różnych działek. I to jest ogromna zaleta – dzięki temu możemy czerpać wiedzę i doświadczenie o psychologów-praktyków z różnych dziedzin. I jeśli ktoś chce, to z pewnością nie braknie mu w trakcie studiów kontaktu z kompetentnymi, wymagającymi wykładowcami.

Jeśli więc są ludzie, którzy jako absolwenci opuszczają wydział z umysłami nieskalanymi żadną myślą, to tylko ich problem – tak chciałoby się powiedzieć. Ale nie do końca: oni przecież konkurują później z innymi psychologami o wolne stanowiska!

Borsuki, manipulacje i sens życia, czyli program zajęć

Uważam, że program studiów jest naprawdę ciekawy. Oczywiście tylko dla osób, które interesują się psychologią. Aha, czyli dla 95% polskiego społeczeństwa? Zdecydowanie nie. Psychologia to również biologia, psychologia to statystyka – nie można sprowadzać tej dziedziny do kilku badań na temat wywierania wpływu na ludzi oraz do tych prostych porad, których (nierzadko za duże pieniądze) udzielają specjaliści ds. sensu życia. Zresztą kilka badań, których wyniki każdy powinien znać i parę wykładów, na które każdy powinien się wybrać, opiszę niebawem. Zdarzają się prawdziwe perełki.

Sama najlepiej wspominam zajęcia praktyczne – zwłaszcza dotyczące prowadzenia wywiadów diagnostycznych (nagrywaliśmy rozmowy z ochotnikami!) i konstruowania kwestionariuszy. Prawda jest taka, że pogłębione rozumienie tego, co kto do nas mówi, oraz tego, jak co można zmierzyć, przydaje się w każdym zawodzie. A zajęcia dotyczące sposobów pomiaru osobowości na zawsze zmieniają sposób, w jaki patrzycie na ludzi. Oczywiście Wydział Psychologii obfituje w zajęcia, które możemy roboczo nazwać „przydatnymi w przyszłości” (statystyka, prowadzenie rekrutacji), jak i takie, które są po prostu świetną zabawą. Tak wspominam terenowe warsztaty na Mazurach, gdzie obserwowaliśmy sarny i borsuki, a także ćwiczenia we współpracy z warszawskim ZOO. Najprawdopodobniej nigdy w moim życiu zawodowym nie będę się zajmować borsukami i szympansami, ale włóczenie się po lasach z aparatem i GPS-em czy przedpołudnia spędzone na obserwowaniu małp to naprawdę najprzyjemniejsze ćwiczenia w moim życiu. Więcej o psychologii zwierząt przeczytacie na stronie internetowej Zakładu Psychologii Zwierząt.

Podobnie z psychologią środowiskową i innymi zajęciami prof. Lewickiej o tym, jak postrzegana jest przestrzeń i dlaczego zamknięte osiedla nie zawsze są najlepszym rozwiązaniem. Oczywiście, nie wszystkie ciekawe tematy wiążą się z fascynującymi zajęciami. Jeden z moich znajomych sformułował tezę, iż przedmioty nudne zazwyczaj mają w nazwie słowa „najciekawsze”, „fascynujące” i tak dalej – coś w tym jest. Sama pamiętam zajęcia z manipulacji zachowaniem, na które zapisywałam się z wypiekami na twarzy, by następnie siedzieć na nich znużona. Było tak nudno, że jeden ze znajomych wczołgiwał się dopiero po godzinie, by po zajęciach powiedzieć prowadzącemu, że spóźnił się pięć minut. Były to jedyne manipulacje, jakie zaobserwowałam na tych zajęciach.

Wady programu studiów? Psychologia to taka dziedzina, w której większa interaktywność by nie zaszkodziła. Może to zabrzmi to szokująco, ale chciałabym więcej prac domowych! Więcej analiz, raportów, zajęć grupowych, studiów przypadku – mniej wykładów. Więcej rozmów, mniej prezentacji w Power Pointcie – niestety ich nagromadzenie wcale nie sprawia, że z roku na rok są na coraz wyższym poziomie. Czasem dotyczy to niestety również prezentacji autorstwa wykładowców. Chciałabym studiów, na których nie muszę opanowywać sztuki „wyłączania się” – wyciszania fonii do tego stopnia, by móc spokojnie się gapić przez okno w akompaniamencie czyjegoś referatu klepanego od niechcenia.

Dlatego też doskonale, że obowiązkowe są ćwiczenia z podstawowych umiejętności psychologicznych, technik badawczych, a także należy napisać nie tylko pracę magisterską i empiryczną (niejako odpowiednik licencjatu na studiach jednolitych), ale także teoretyczną oraz trochę różnych raportów. Idealnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie zajęć w małych grupach i położenie nacisku na praktykę – choć rozumiem, że oczywiście obecna kondycja systemu szkolnictwa wyższego na to nie pozwala. Jednak osoby, które zrobią wcześniej dobre rozeznanie, mają szansę przejść studia albo w prosty sposób, albo całkiem interaktywnie – indywidualny tok nauki (ma go każdy!) daje naprawdę duży wybór.

Państwo w państwie, czyli o papierologii i możliwościach

Niektórzy mówią, że studia to taki etap edukacji, który ma w pełni przygotować do dorosłego życia zawodowego. W jednej kwestii z całą pewnością przygotowuje – w temacie kontaktów z administracją. Niejasna procedura zaliczenia praktyk. Zaskakujący pomysł, by telefony od studentów odbierać tylko w godzinach przyjęć dziekanatu – oznacza to w praktyce, że pani rozmawia jednocześnie z Tobą na żywo i z kimś przez telefon. Niedostosowanie systemów uczelnianych do potrzeb – pomimo tego, że USOS wciąż się rozrasta, średnią ze studiów liczono mi ręcznie, na papierowej kartce! Nie mam pretensji do osób, które są pionkami w procesie zarządzania wydziałem – to oczywiste, że czasem muszą dobrymi chęciami nadrabiać procesowe niedociągnięcia. Część problemów wynika zresztą z faktu, że jesteśmy częścią jednej wielkiej, bezgranicznej masy zwanej Uniwersytetem Warszawskim. I o ile amerykańskie banki w trakcie kryzysu były „zbyt duże, by upaść”, zdaje się, że Uniwersytet jest za duży na to, by nim po prostu porządnie zarządzać.

Pięcioletnie użeranie się z papierologią ma jednak swoją zaletę – w późniejszych kontaktach z publicznymi instytucjami nie zdziwi Was już nawet największy absurd (pozdrawiam Krajowy Rejestr Sądowy) lub też będziecie się zachwycać każdym, najdrobniejszym nawet przejawem profesjonalizmu (Urząd Skarbowy Warszawa-Bielany, jesteście super).

Oczywiście Uniwersytet to nie tylko problemy – gdyby przyszli psychologowie cały czas spędzali w swoim szarym budynku na skraju Śródmieścia, z pewnością byłoby im smutniej. Oferta dydaktyczna UW jest również imponująca, co jego rozmiary. Masz ochotę w ramach wychowania fizycznego zagrać w damskiej drużynie piłki nożnej? A może poznać podstawy geografii fizycznej? Język macedoński? Interesuje Cię matematyka? Czy rola kobiet w Cesarstwie Rzymskim (po angielsku)? Wszystko to możesz sobie nieodpłatnie zapewnić w ramach zajęć z wychowania fizycznego, lektoratów i zajęć ogólnouniwersyteckich (o tym również usłyszycie niebawem). I naprawdę poszerzanie horyzontów procentuje (nie tylko ECTS-ami). A przecież właśnie taka powinna być funkcja uniwersytetu.

Już niebawem powiem więcej o ludziach na psychologii, obłożeniu pracą oraz perspektywach zawodowych – oczywiście nie może się obyć bez stereotypów o studentach psychologii, których, jak się okazuje, jest cała masa. Znacie jakieś? Jakie są Wasze wrażenia związane z tymi studiami?


Dołącz do dyskusji!