Biblio Amsterdam

Dlaczego (nie) warto zostać ambasadorem firmy?

Ambasador – dotychczas to słowo kojarzyło się z misjami zagranicznymi. Obecnie jednak można pełnić tę rolę również w środowisku studenckim, będąc ambasadorem danej firmy. Czy warto się w to zaangażować? Co zrobić, aby nas przyjęto? Czego się spodziewać? Pora na blaski i cienie posady ambasadora.

Ambasador promuje daną firmę jako pracodawcę. Chodzi o employer branding, czyli tworzenie marki tego pracodawcy – informowanie o możliwościach kariery i zachęcanie do udziału w rekrutacji. Jego praca obejmuje zwykle dany rok akademicki – stąd też ogłoszeń tego typu warto szukać już przed wakacjami.

Jakie są oczekiwania?

W gronie ambasadorów mile widziane są osoby, które mają już pierwsze doświadczenia na rynku pracy, w organizacjach studenckich lub w ramach wolontariatu. W związku z tym, że istotą tej roli jest promowanie danej firmy wśród studentów, ambasadorami zazwyczaj zostają takie osoby, które mają nieźle rozwiniętą sieć kontaktów (np. działają w kole naukowym czy w samorządzie). Z uwagi na to, że duża część oferowanych praktyk skierowana jest do osób, które ukończyły przynajmniej II i III rok studiów, nie dziwi fakt, że ambasadorami zostają zazwyczaj osoby będące przynajmniej na II, III roku.

Trzema komponentami pracy ambasadora są zazwyczaj:

marketing internetowy – co brzmi dumnie, a polega na… wklejaniu ogłoszeń rekrutacyjnych na grupy studenckie i rozsyłaniu ich na maila organizacjom oraz biurom karier,

pomoc przy targach pracy, które odbywają się kilka razy w danym roku akademickim. Taka pomoc opiera się zarówno na obsłudze logistycznej, jak i rozmowach z zainteresowanymi,

pomoc przy zajęciach organizowanych na uczelni przez daną firmę – uzgodnienie zasad współpracy z uczelnią, itd. Nic dziwnego, że każdy z ambasadorów ma swój rewir – odpowiada albo za dane miasto, albo – w przypadku większych miast (i większych budżetów na budowanie marki pracodawcy!) za daną uczelnię.

Dlaczego warto?

1. Poznajesz firmę, więc możesz się przekonać, czy to opcja dla Ciebie.

2. To przydatne doświadczenie. Wiem, że teraz mówi się tak nawet o stanowiskach, na których głównym obowiązkiem jest obsługa ksero „(inspirujące doświadczenie w zakresie technologii”, itd.), ale serio! Po pierwsze, szlifujesz umiejętności marketingowe. Po drugie, pomoc logistyczna pozwala Ci lepiej ogarniać. Po trzecie – jesteś customer-oriented, bo masz doświadczenie w pracy z klientami. W tym przypadku są nimi uczestnicy targów pracy. Po czwarte, wykazujesz odporność na stres – w końcu po wiele godzin ciągłego – jak to nazywają niektórzy „użerania się z petentami na targach” niesie ze sobą wiele wyzwań.

3. Firma poznaje Ciebie, więc – jeśli się sprawdzisz – znacznie łatwiej będzie Ci pomyślnie przejść rekrutację.

4. Poznajesz ludzi z różnych stron Polski – dzięki temu, że odbywacie szkolenia w gronie ambasadorów. Ja dzięki temu dowiedziałam się o kilku świetnych inicjatywach i przeprowadziłam sporo ciekawych rozmów.

5. Zarabiasz pieniądze i jeszcze zasypują cię fajnymi produktami firmy, a praca nie zabiera zbyt wiele czasu – o ile zarabiasz i o ile zasypują; to drugie zdarza się częściej niż pierwsze.

6. Dowiadujesz się, jak efektywnie wykorzystać targi – o tym więcej tutaj.

7. Mało istotne, choć całkiem przyjemne: na targach firmowanych przez organizacje studenckie nawet najbardziej zarozumiali Project Managers z danej organizacji są wyjątkowo usłużni i noszą ci kawę – w końcu należysz do zespołu danej firmy, więc (wreszcie) zasługujesz na szacunek! To zabawne, ale nagła zmiana frontu tym właśnie owocuje.

 Na co trzeba się przygotować?

1. Niektóre ambasadorstwa wcale nie są płatne. Jeśli więc w ogłoszeniu nie ma mowy o wynagrodzeniu, typie umowy i tak dalej, musimy liczyć się z tym, że cała ta praca będzie wykonywana przez nas za friko. Może chociaż pojawią się jakieś darmowe produkty!

2. Praca ambasadora jest całkiem elastyczna, są jednak duże wyjątki – daty targów. Masz w danym terminie ważne kolokwium na uczelni? A może planujesz akurat pełen przygód wyjazd za granicę? Nic z tego, musisz być na targach. To znaczy – oczywiście nie musisz, ale twoja nieobecność to spowoduje z pewnością spore komplikacje (konieczność znalezienia zastępstwa – co może być problematyczne, jeśli będziesz jedynym przedstawicielem firmy w danym mieście). Na szczęście terminy wydarzeń, w których masz wziąć udział, ustalane są z dużym wyprzedzeniem.

3. Co tydzień publikujesz na Facebooku informacje o danej firmie? Zaczynasz się z nią kojarzyć znajomym. Pół biedy (czy nawet 1% biedy), jeśli to firma, która jest prestiżowa i w której wszyscy chcą pracować. Gorzej, gdy to nielubiany właściciel sieci dyskontów albo korporacja, która właśnie spowodowała wyciek ropy naftowej w jakimś parku narodowym.

4. Niektóre ambasadorstwa są dostępne tylko dla niektórych. Część firm ma podpisane umowy z organizacjami studenckimi i to właśnie z tych organizacji rekrutuje swoich ambasadorów.

 5. Targi praktyk to nie przelewki! To wyczerpujący maraton. Szybko nauczysz się, że siedzenie i milczenie jest dla słabych – wiele godzin spędzisz stojąc w wianuszku studentów w niewygodnych szpilkach, z uśmiechem na ustach opowiadając o możliwościach zatrudnienia w tej czy innej firmie. Będzie to jednak świetna okazja do dokonania szokujących wręcz obserwacji i stoczenia licznych zwycięskich walk – jakich? Pisałam o tym tutaj.

A jakie są Wasze doświadczenia współpracy z ambasadorami lub ambasadorowania? Nudne wklejanie linków do ofert i użeranie się ze studenciakami czy inspirująca praca przy budowaniu wizerunku?


Dołącz do dyskusji!