Targi praktyk w SGH, październik 2015

Targi praktyk – 5 błędów, które nieświadomie popełniamy

Szukasz zatrudnienia? Chcesz poznać swojego przyszłego pracodawcę? A może skończyły ci się długopisy? Wszystkie te drogi prowadzą na… targi pracy, rzecz jasna! I są całkiem wyboiste – otóż większość uczestników popełnia różne błędy. Miałam okazję obserwować to niejako z drugiej strony, pracując dla firmy, która regularnie brała udział w większości wydarzeń rekrutacyjnych. Oto kilka porad, które przybliżą ten temat „od kuchni” – zacznę najczęstszych od błędów popełnianych na targach.

  1. „Oto moje CV, proszę” – oferowanie przedstawicielom CV w wersji papierowej. Wielkie korporacje zazwyczaj dysponują własnymi systemami, w których należy uzupełnić dane kandydata. Papierowe CV w większości przypadków do niczego się nie przyda, i tak musisz zgłosić się przez Internet. Zresztą nie wyobrażam sobie, by jakakolwiek przedstawicielka działu personalnego miała czas na zagłębianie się w meandry Twojego doświadczenia zawodowego, podczas gdy na stoisko napiera tłum młodych ludzi żądnych długopisów.

  2. Tak właśnie, połów darmowych długopisów. Na każdych targach około 10-20% uczestników to tzw. łowcy gadżetow. Wyróżniamy wersję bezpośrednią – milczące zagarnianie gadżetów po dopchaniu się do stoiska, pośrednią – „czy mogę notes dla syna” oraz kurtuazyjną, która jest paradoksalnie najbardziej szkodliwa dla korporacyjnych uczestników targów praktyk. Dlaczego? Bo gdy setna osoba spragniona długopisu pyta najpierw: „To jakie macie państwo praktyki?”, to biedny pracownik musi wywnętrzać się pilnie na ten temat, podczas gdy spojrzenie (i myśli!) jego rozmówcy i tak wędrują wokół darmowych notesów, herbatek, długopisów.


  3. Przeświadczenie, że musisz zrobić dobre wrażenie, bo na targach pojawiają się grube ryby. Z punktu widzenia reprezentanta firmy wygląda to raczej tak: po pięciu godzinach stania na standzie najlepsze wrażenie robi na tobie chwila samotności i kubek mocnej kawy. Wcale nie spotkasz grubych ryb! Targi praktyk to domena niższych szczebli działów personalnych oraz osób, które są świeżo zatrudnione – np. praktykantów, którzy na stałe zostali w firmie. Osoby na wyższych stanowiskach mają ważniejsze sprawy na głowie, niż zajmowanie się studenciakami. Jest to o tyle korzystne, że byli praktykanci naprawdę pamiętają, jak było na praktykach czy na początku pracy. Warto też zadbać o wywierane wrażenie – co z tego, że ktoś inny finalnie będzie decydował o tym, czy Cię przyjąć, skoro zniechęcona rekruterka też nie ułatwi Ci sprawy?

  4. „Proszę mi powiedzieć, co to za firma, bo wygląda ciekawie”. W ten sposób pani z HR musi po raz setny danego dnia mówić dokładnie to samo.

  5. „Dlaczego mnie nie zatrudniliście?!”. Walka z agresorami tego typu to całkiem spora część pracy osób z działu personalnego. Niemniej jednak ich mózgi nie stanowią bazy danych, w której w dowolnym czasie mogą wyszukać każde CV i ocenę, jaką uzyskał kandydat w trakcie rekrutacji. Warto o tym pamiętać, bo i tak w najlepszym razie usłyszycie, żeby napisać im maila z zapytaniem.

Co w takim razie zrobić?


1.  Weź ulotkę lub folderek, lub zapisz sobie, aby sprawdzić w Internecie. Nie potrzebujesz opisu każdej firmy w wersji audio w wykonaniu znużonej pani z personalnego.


2. Naprawdę potrzebny Ci setny gadżet? Naprawdę nie trzeba brać wszystkiego, co jest za darmo. A jeśli jednak trzeba, to warto zrobić to bez zbędnego gadania. Przedstawiciele firmy będą mieli więcej czasu dla osób naprawdę zainteresowanych.


3. Pytaj merytorycznie. O przykłady projektów w ramach praktyk, o wcześniejsze doświadczenia zawodowe zatrudnionych pracowników. Najwięcej powie ci nie dział HR, ale osoby, które pracują na takim stanowisku, na jakim ty chciałbyś się znaleźć. Warto się zwracać nie do rekruterek czy ambasadorów, ale właśnie do tych „zwyczajnych pracowników z łapanki”. Jeśli zostali wybrani na targi, to muszą być przynajmniej w umiarkowanym stopniu sympatyczni.


4. Przyjdź na początku targów. Wtedy wszyscy będą bardziej wypoczęci. Z drugiej strony możesz spotkać się z większym oporem ze strony tłumów walczących o gadżety.


5. Poznawaj. Udało Ci się nawiązać kontakt, dowiedzieć się czegoś nowego? Wspomnij o tym w liście motywacyjnym. Zaangażowanie jest zawsze mile widziane.


6. Upoluj katalog z przeglądem wszystkich firm. Przydatna sprawa, można od razu pozaznaczać wszystkie firmy, które nas interesują.


7. Włącz się. Dogadaj się z organizacją studencką, która wspiera/organizuje targi praktyk i zgłoś się jako wolontariusz do pomocy (zwanej dumnie obsługą logistyczną lub serwisowaniem firm). Poświęcisz jeden dzień ze swojego życia, a poznasz ten temat od podszewki. Jest szansa, że uda Ci się przeniknąć PR-ową fasadę firmy i dowiedzieć, czy naprawdę fajnie się tam pracuje, czy tylko mają stronę internetową z pełną obłudnie uśmiechniętych absolwentów.


Przedstawiłam najczęstsze błędy na targach i sposoby, w jakie można ich uniknąć. A jakie jest Wasze zdanie? Uważacie, że targi naprawdę się do czegoś przydają?


Dołącz do dyskusji!