IMG_3185

Moim zdaniem: jak znaleźć pracę marzeń?

Co roku liczni pracodawcy chwalą się zdobytymi tytułami, mamy więc pracodawcę roku, pracodawcę marzeń, firmę najlepszą dla kobiet, dla młodych, dla kreatywnych – i tak dalej i tak dalej. Zerkamy na ogłoszenie, faktycznie pojawia się tam logo, które powinno nas uspokoić – ten oto pracodawca będzie w porządku. Czy jest tak w istocie?

Po pierwsze, warto mieć na uwadze, że kryteria brane pod uwagę przy nadawaniu tytułów bywają różnorodne. Wymarzony pracodawca wymarzonemu pracodawcy nierówny. Nie chcę snuć teorii spiskowych, ale za coś przecież te liczne instytuty, nadające chlubne miano, otrzymują pieniądze, prawda? I jakoś dobrze chcą się te firmy zaprezentować, czyż nie?

Po drugie, wymarzony – ale przez kogo? Poszczególne osoby mogą mieć skrajnie różne oczekiwania w stosunku do miejsca pracy – jedni lubią, gdy dużo się dzieje, inni wolą stabilizację. Jednym będzie pasować atmosfera oparta na rywalizacji, jasnych zasadach i dużych możliwościach awansu, inni skupią się na relacjach i atrakcyjności wykonywanych zadań. Jedni wolą wynagrodzenie podstawowe, inni system premiowy czy rozbudowany pakiet benefitów. Choć jednych może kusić prestiż i zarobki pracy w konsultingu, inni konieczność siedzenia po godzinach nad Excelami mogą uznać za największy koszmar.

Po trzecie, miejsce pracy ma duże znaczenie, jednak na zadowolenie z niej wpłynie w dużej mierze relacja z członkami zespołu i z przełożonym. Nawet w najlepszej organizacji nie będziemy się czuć dobrze, gdy koledzy i koleżanki z pracy będą nas dołować, nudzić czy też – wersja ekstremalna – utrudniać nam wykonywanie zadań. Podobnie w przypadku przełożonego – szef-furiat nie wpłynie korzystnie na nasze zaangażowanie. Inna rzecz, że im bardziej rozwinięta organizacja, tym łatwiej powinno być takie osoby wykrywać.

Po czwarte – nawet, jeśli założymy, że firma działa dobrze, zespół jest sympatyczny, szef profesjonalny, a charakter pracy i wynagrodzenie odpowiadają naszym preferencjom, może okazać się, że to nie to. Dlaczego? Choćby dlatego, że wolimy bardziej elastyczną współpracę – na przykład w oparciu o umowę o dzieło – a nie stabilizację, jaką daje etat. Że chcemy działać na własną rękę. Albo ruszyć w podróż dookoła świata.

Z tych wszystkich powodów sceptycznie patrzę na studentów, którzy ekscytują się Pracodawcami Marzeń. Owszem, pewne wpisy nieźle mogą wyglądać z CV, ale na pytanie, czy faktycznie czas spędzony w danym miejscu to będzie time of your life, każdy będzie musiał sam sobie odpowiedzieć.


Dołącz do dyskusji!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *